-Ian! Gotowy?- zapytałam.
-Jasne. Możemy jechać- odpowiedział chłopak.
-Super. Ale się denerwuję- powiedziałam i wsiadłam do samochodu. Merida była już w przyczepie. Ian usiadł obok mnie, z tyłu, a mama siedziała z przodu, za kierownicą. Jechaliśmy na zawody ze skoków przez przeszkody. Jeszcze tydzień temu proponowali mi na nich pracę. Ale zdecydowałam się wystartować.
-I co tam, dzieciaki? Wszystko ok?- mama odwróciła się i uśmiechnęła do nas.
-Tak... Jedźmy już, bo się spóźnimy- powiedziałam. Silnik warknął i ruszyliśmy.
Przyjechaliśmy na Mistrzostwa Virginii około południa. Mnóstwo ludzi kręciło się na trybunach i parkurze. Szybko wysiedliśmy z samochodu i poszłam zgłosić swoją obecność. Ian w tym czasie wyprowadził Meridę z przyczepy, wyczyścił, nakarmił ją i napoił.
-Już się zameldowałam- powiedziałam.
-Ok, możemy iść na parkur treningowy?
-Jasne. Zaczynamy za pół godziny- powiedziałam. Po rozgrzaniu Meri udaliśmy się przed wejście na parkur, aby ją osiodłać i przygotować do zawodów. Wszystko było gotowe, kiedy nagle zobaczyłam na parkurze Sharon Stirling. Nienawidzę jej. Nie cierpię. Nie znoszę. Delikatnie powiedziane. Uważa się za wielką gwiazdę, nie tylko w skokach przez przeszkody. Tak na co dzień też. Te jej długie, blond włosy... "Pewnie sobie teraz myśli, że ma wygraną w kieszeni. Ja się tak łatwo nie dam zgasić"... Moje rozmyślania przerwał głos dobiegający z głośników:
-Coni Mendler i Merida proszone o wejście na parkur! Powtarzam! Coni Mendler i Merida proszone o wejście na parkur!- sprawdziłam pospiesznie czy wszystko jest w porządku i weszłyśmy. Szybko zapoznałyśmy się z przeszkodami. Sharon akurat kończyła swój przejazd. Już miałyśmy zaczynać, gdy nagle przebiegła tuż przed nami, na swoim gniadym koniu i uśmiechnęła się pogardliwie. Meri aż się cofnęła, tak ją to przestraszyło.
-Cii.... Już dobrze- szepnęłam do niej, ale nadal była niespokojna. Zaczęłyśmy przejazd. Z trybun dobiegły nas oklaski. "Dalej Merida! Dasz radę!"- pomyślałam. Przy pierwszej przeszkodzie było łatwo. Merida przeskoczyła metr nad nią, Przy drugiej i trzeciej też. Czwarta była podwójna i wyższa od innych. Myślałam, że Merida ją przeskoczy, ale ona tuż przed przeszkodą zatrzymała się gwałtownie, szarpnęła łbem na bok i cofnęła się.Przed nami na trybunach, siedziała Sharon i uśmiechnęła się z satysfakcją.
-Merida, no dalej, przeskocz. Nie przejmuj się nią- powiedziałam cicho. A może to ja się nią przejmuję? Meri jednak zawróciła. Musiałam zrezygnować. Podniosłam rękę na znak, że rezygnuję z dokończenia przejazdu. W tej samej chwili z głośników dobiegło:
-Coni Mendler i Merida rezygnują z dokończenia przejazdu!-popatrzyłam na Iana. Spojrzał się na mnie ze współczuciem. Pozostawało nam tylko wrócić do domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz