poniedziałek, 3 lutego 2014

"Wycieczka konna z Harrym"-Mel

Cały dzień minął spokojnie. Prawie jak zawsze. Szybko jeszcze oporządziliśmy konie, dawaliśmy im paszę i wyprowadzaliśmy na padok. Teraz wybieraliśmy się na planowaną wycieczkę.
-Ty Lurissę, a ja Torresa, tak?-upewniał się Harry.
-Y.. Tak, tak-powiedziałam, po chwili namysłu.
Poszliśmy do stajni ubrać konie. Boksy Lurissy i Torresa są obok siebie, więc widzieliśmy nawzajem swoje postępy w ubieraniu koni.
-Gotowy?-zapytałam Harrego, gdy skończyłam.
-Jasne, to chodźmy.
Wyszliśmy na zewnątrz i wsiedliśmy na konie. Hazza wymyślił całą wycieczkę i on również prowadził. Byłam zdziwona, że wcześniej nie odkryłam tej trasy. Wjechaliśmy na padok następnie przejechaliśmy przez kładkę na strumyku, na skraju lasu. Gdy wjechaliśmy na w miarę dobra drogę, puściliśmy się kłusem. Rozmawialiśmy w sumie.. O wszystkim i o niczym, nie da się ustalić konkretnego tematu.
-Goń mnie!-krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
Zanim Harry zdążył  się spostrzec, byłam już przed nim. Teraz i on galopował. W końcu dogonił mnie i galopowaliśmy obok siebie.
-Dogoniłem cię! Ciesz, się, że się nie założyliśmy!-powiedział Harry
-Haha, bardzo śmieszne-powiedziałam pogardliwie, ale jednak się zaśmiałam.
-Teraz za mną.
-No okeeej.
Poczekałam aż Hazz na Torresie mnie wyprzedzi i postępowałam za nimi.  Chwilę kłusowaliśmy ścieżką. Drzewa nie były bardzo gęsto posiane, więc do wnętrza lasu, dostawało się teraz dużo popołudniowego słońca. Dróżka się kończyła, zaczęło się pole. Zaczęliśmy galopować. W końcu zwolniliśmy do stępa. Szliśmy w kierunku, starego, rozłozystego dęba, gęsto porośniętego liśćmi. Drzewo rzucało na część polany cień,  było w nim przyjemnie zimno. W końcu dużo czsu spędziliśmy w słońcu i byliśmy rozgrzani, konie z resztą też.
-To tutaj?-zapytałam przerywając ciszę.
-Tak, tutaj-odpowiedział Harry.
-Ślicznie.
-Tak, wiem, dlatego cię tu przyprowadziłem.
-Ale dlaczego, akurat tu? Oprócz tego, że jest ślicznie?
-A, ważne miejsce, na prawdę nie wiesz?
-Nie, nie wiem. Nie znam tego miejsca. Nigdy tu nie byłam.
-O, to bardzo dziwne. Nie wiem, czy powinienem, ale opowiem ci.
Zsiedliśmy z koni, zjdęliśmy im wodze z szyj. Usiedliśmy pod dębem, opierając się o niego, ale też rzymając wodze. Konie stały sobie spokojnie, przeżuwając trawę. Od czasu, do czasu podskubywały i obwąchiwały się przyjacielsko.
-A więc tak. 16 lat temu odbywały tu się zawody konne. Kiedyś do tej polany doprowadzało dużo ścieżek, łatwo było się tu dostać, a teraz wszystko zarosło dzewami. Ale do rzeczy. Twój dziadek był jednym z zawodników. Budził podziw, był po prostu mistrzem. Koń, na którym jechał miał już kiedyś kontuzję. Podczas przejazdu twojego dziadka i Tory, zaliczyli zrzutkę, a koń uderzył kończyną o poprzeczkę. Tak, brzmi trochę dziwnie, ale byli zmuszeni odmówić dokończenia przejazdu. Później okazało się, że z nogą nie jest za dobrze. Gdyby Tora nie doznała wcześniej rzadnej kontuzji związanej z tą nogą, zwykłe uderzenie nic by jej nie zrobiło. Twoja rodzina postanowiła, że Tora przeszła na 'emeryturę'. Wiek miała już odpowiedni, a po co mieliby ryzykować zdrowiem konia w imię zwycięstwa...
-A niedługoTora zdechła-dokończyłam.
-Co mówisz?-zapytał Harry wyraźnie zdziwiony skąd to wiem.
Zapomniałam przecież, że nie mogę powiedzieć iż znalazłam pamiętnik, przynajmniej nie teraz, za wcześnie.
-A nie... Nic...-zająkałam się-smutna historia, mój dziadek był przywiązany do tej klaczy?
-O tak, bardzo. Nie mógł bez niej żyć; była jego ulubienicą. Od niej zaczęła istnieć stajnia.
~Wszystko jasne! Te notatki są prawdziwe!~upewniłam się po cichu w swoich rozmyślaniach.
-Szkoda...
Patrzyłam przed siebie. Widziałam oczami wyobraźni ten tor, dziadka, galopującą Torę i ludzi, którzy trzymali kciuki. Zrobiło mi się trochę smutno i poczułam jak oczy robią mi się szkliste.
-Chodź, jedźmy juź-poleciłam Harremu i szybko wstałam.
-Ej, co ci...-chłopak zauważył moją dziwną reakcję.
Harry wstał, dogonił mnie. Zaszedł mi drogę. Próbowałam go ominąć, lecz on złapał mnie za ramię i drugą ręką wytarł łzę z mojego policzka. Spojrzał mi w oczy i pocałował mnie. Przytuliłam go.
-Mogłem ci o tym nie mówić...-szepnął Harry.
-Nic się nie stało. Dziękuję, że jesteś ze mną szczery.-odpowiedziałam.
Wsiedliśmy na konie. Prawie całą powrotną drogę stępowaliśmy w ciszy. Dopiero odezwaliśmy się do siebie na miejscu.
-Możesz już jechać, wszystko załatwione-powiedziałam do Harrego.
-Ale przecież mogę ci pomóc w czymś jeszcze-zaproponował.
-Naprawdę, nie ma w czym.
-Skoro nalegasz... Do zobaczenia.-Harry podszedł i mnie przytulił.
-Pa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz