Wpadłam w pośpiechu do stajni i pobiegłam w stronę boksu Sugar. Przez wczorajszą sytuację długo nie mogłam zasnąć, a kiedy się obudziłam, było za mało czasu żeby przyjść na trening wołtyżerki przed 10.00. Trenerka opierała się o ścianę.
-Pół godziny.-postukała palcem w zegarek.
-Przepraszam, długo nie mogłam zasnąć, a budzik nie zadzwonił.-wydyszałam.
-Już dobrze... Ale dzisiaj mamy ostatnią próbę przed zawodami, pamiętasz?
-Tak.-sięgnęłam do plecaka. Na szczęście spakowałam strój wczoraj.
-Idź się przebrać, a ja wszystko przygotuję.-instruktorka weszła do magazynu. Poszłam do boksu Sugar i wyciągnęłam biały, obcisły kombinezon, srebrne buty i rękawiczki. Włożyłam wszystko w pośpiechu i wyszłam na zewnątrz. Instruktorka czekała na padoku. Wyprowadziłam tam Sugar i wsiadłam na nią.
-Czy jeżdżenie bez kasku jest bezpieczne?-zapytałam. Wiedziałam, że nie, ale chciałam znać powód.
-Możesz być o to spokojna. Uważaj na siebie, wtedy nic nie powinno się stać.-odpowiedziała mi trenerka. Wywróciłam oczami, jednak nie miałam ochoty się z nią sprzeczać. Zaczęłam ostatni trening przed zawodami, które miały odbyć się za kilka godzin.
Kiedy skończyłam, zaprowadziłam Sugar do boksu, żeby jeszcze trochę odpoczęła.
Po kilku godzinach przyjechaliśmy na zawody.
-Idź się zapisać, a potem zrób coś z włosami...-powiedziała instruktorka. Kiwnęłam głową i podeszłam do biurka przy którym siedziała wysoka, szczupła blondynka z grubą warstwą tapety na twarzy.
-Jak się nazywasz słoneczko?-zapytała lekko skrzeczącym głosem.
-Isabelle Williams.-przedstawiłam się.
-Dobrze... Podpisz tutaj...-podała mi długopis. Podpisałam się obok swojego nazwiska, po czym blondynka podała mi kartkę z numerkiem startowym. Przecisnęłam się przez tłum i weszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i ułożyłam włosy w kok, po czym spięłam go srebrną spinką. Udałam się do boksu Sugar. Pogłaskałam ją po łbie, następnie wyprowadziłam na zewnątrz.
Po upływie kilkudziesięciu minut przyszła kolej na mnie. Wsiadłam na klacz i wjechałam na arenę. Przedstawienie się zaczęło.
Kiedy kończyłam, robiąc świecę, kątem oka zauważyłam małą, białą mysz biegnącą po piasku niedaleko nas. "Tylko nie to..." pomyślałam. Wiedziałam że Sugar okropnie boi się gryzoni. Miałam nadzieję że może jej nie zauważy. Myliłam się. Klacz zarżała i puściła się biegiem przez arenę. Nie zdążyłam zareagować i spadłam. W momencie zetknięcia się z ziemią wszystko przesłoniła ciemność.
***
Obudził mnie odgłos rozmowy.
-Ma lekko uszkodzony rdzeń kręgowy, kilka kręgów, w kilku miejscach również czaszkę, połamane żebra i prawą rękę, na którą spadła. Jednakże miała spore szczęście.-po głosie poznałam, że to jakiś mężczyzna. Prawdopodobnie lekarz.
-Jak długo będzie tu leżeć?-zapytała moja instruktorka.
-Zależy kiedy kości w miarę się zrosną. Będzie miała trudności z poruszaniem się, to przez uszkodzenie rdzenia.-stwierdził doktor.-Wszystkiego dowiemy się na badaniach.-po chwili usłyszałam kroki i rozmowa ucichła. Powoli otworzyłam oczy. Momentalnie wszystko zaczęło mnie boleć. Zlustrowałam wzrokiem otoczenie. Szpital.
<Mel, Coni? Co w tym czasie działo się u was?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz