wtorek, 25 lutego 2014

"Oprócz koni, leczą się tu i ludzie"-Melanie

Melly!-usłyszałam wołanie dochodzące z kuchni.
Wyszłam ze swojego pokoju i zeszłam kręconymi, dębowymi schodami w dół. W tym pomieszczeniu była moja babcia-Bethany.
-Tak babciu? Wołałaś mnie?-upewniłam się.
-Tak. Mogłabyś dziecko pójść dla mnie do sklepu? Po mleko. Naleśniki zrobię, co ty na to?-odpowiedziała babcia, stojąca na przeciwko mnie.
Nosi na sobie biało-granatowy fartuch, na nosie okrągłe okulary o pozłacanych oprawkach. Babcia Bethany ma jasne, siwe, kręcone włosy; dość gęste, a na policzkach ciemno-różowe, wiecznie pałające babciną dobrocią rumieńce.
-Oczywiście-odparłam ochoczo.
Babcia wyciągnęła z kieszeni parę drobniaków. Wyjęłam je z ręki babci  i od razu pobiegłam ścieżką w stronę sklepu. Kupiłam to co babcia zleciła. Wychodząc ze sklepu dostrzegłam siedzącego samotnie, na ławce chłopaka. Miał na oko 15 lat. Rękami podpierał on swój podbródek. Pusty, zamyślony wzrok miał skierowany w dół, na ziemię. Sprawiał wrażenie zamyślonego, zatrapionego. Pewnie w duszy prowadził właśnie bardzo poważne rozważania. Czubkiem buta rysował w ziemi jakieś figury. Podeszłam do niego.
-Em.. Mogę w czymś pomóc?-zapytałam spokojnie stając na przeciwko chłopaka. Moje ciało rzuciło na niego cień, zasłoniłam słońce, które oświetlało jego, czarny, pobrudzony T-shirt, oraz zielone, na kolanie podarte spodnie.
-Wątpię-odburknął, sucho chłopak.
-Mam na imię Melanie, a ty?-spytałam delikatnie, żeby nawiązać z nim jakiś kontakt.
-Andy. Czemu w ogóle się mną zainteresowałaś?-zapytał wyraźnie zdziwiony.
-Jak to ,'dlaczego'? Siedzisz sam, zmartwiony... Chciałam się spytać, czy wszystko ok.
-Kto by się interesował takim chłopakiem jak ja...
-Ja. Może powtórzę: chcę ci pomóc.
-Nie ma w czym. Nikt mnie nie kocha. Mogę robić co chcę.
-Nikt się do tej pory tobą nie interesował, Andy?
-Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć.. nie. 
-Weź przestań, a....
-Nie! Nikt, rozumiesz!?-przerwał mi Andy podnosząc głos.
-Dobrze, przepraszam. Nie chciałam być nachalna. Pójdziesz gdzieś ze mną?
-Gdzie?
-Do mojej stadniny. Leczymy tam konie po przejściach. Uczą się one u nas od nowa ufać ludziom. Staramy się również wyeliminować u nich strach, np. do przyczep transportowych. To co, chętny?
-Brzmi zachęcająco...-Andy uniósł jeden kącik ust w górę.
Coś na wzór uśmiechu. Myślę, że był to jego pierwszy uśmiech w życiu.

2 komentarze:

  1. Bardzo fajne tylko jeśli chodzi o to że to leczenie koni po przejściach itd. masz z książki bo w jednej książce było tak samo, nawet leczyli konia ze strachu do przyczep, w tej książce. Jeśli przepisywałaś z książki lub o to w tym chodzi to przepraszam za nie miłą uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, bywa to w książkach, ale tak po prostu pierwsze to mi przyszło do głowy. W sumie to nie tylko 'książkowy' problem.: )

      Usuń