Obudziło mnie coś mokrego, powoli przesuwającego się po mojej twarzy. Otworzyłam oczy. Okazało się, że leżał na mnie spaniel mojej trenerki.
-Michael, złaź ze mnie...-pogłaskałam go po łbie i odłożyłam na ziemię. Rozejrzałam się po otoczeniu. To z pewnością nie moja sypialnia. Obok mnie stał Martin. Świetnie. Spałam w boksie, na stogu siana.
~Skoro już wstałaś, to może dasz marchewkę...?
-Masz pojęcie, dlaczego tu jestem?
~Na pewno nie pojechałem do twojego domu i nie zaniosłem cię tu...
-Cholera...-zaczęłam wyjmować z włosów pojedyncze kłosy pszenicy. Ten koń mnie przeraża. Nagle usłyszałam rozmowę. Wyszłam z boksu, żeby zobaczyć o co chodzi. Stał tam Chris z jakąś dziewczyną. Na twarzy chłopaka malowało się zakłopotanie. Spojrzał w moją stronę.
-O, właśnie tam stoi.-podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Znieruchomiałam.
-O co ci chodzi?!-próbowałam się wyrwać, jednak trzymał mocno.
-Wybacz nam na chwilkę...-zwrócił się do tamtej dziewczyny i pociągnął mnie za rękę do jednego z boksów.
-Co ty tu odstawiasz?!-wycedziłam.
-Muszę cię prosić o przysługę...
-Jaką?
-Udawaj przez jakiś czas moją dziewczynę...-widać było że jest bardzo zdesperowany.-Proszę...
-Chwila. A czemu ja mam ci pomóc?-spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Tylko tobie na tyle ufam...-powiedział ledwie słyszalnym szeptem. Otworzyłam szeroko usta. Nie spodziewałam się po nim takiego wyznania.
-No dobra.-westchnęłam ciężko. Nie lubiłam tego chłopaka, ale zrobiło mi się go żal. Wyszliśmy z powrotem na zewnątrz. Dziewczyna stała tam trochę już zniecierpliwiona.
-Uznaliśmy że może bym was sobie przedstawił...-zaczął Chris.-To jest Isabelle.-wskazał na mnie. Uśmiechnęłam się.-A to jest Brittany.-wskazał na wysoką brunetkę. Uśmiechnęła się niechętnie. Miała lśniące, kruczoczarne włosy zaplecione w kok. Od razu zorientowałam się, że jestem nieuczesana, w dodatku nadal mam na sobie wczorajsze ubrania, trochę poplamione błotem.
-No to na nas już czas.-wypalił chłopak i zaciągnął mnie na padok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz