środa, 5 lutego 2014

"Kłótnia z Sharon"-Coni

-Coni, dużo myślałem o tym, co było wczoraj- powiedział Ian, podchodząc do mnie kiedy zamiatałam podwórko.
-Ja też. Nie możemy być parą na odległość?- zapytałam.
-To nie wypali. Takie związki zwykle kończą się po kilku miesiącach.
-Mówisz tak, jakbyś nie chciał być ze mną. Chodź tu do mnie- przytuliłam się do niego.
-Ja też nie chcę wyjeżdżać. Ale muszę. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego- powiedział smutno.
-O, widzę, że wy zawsze razem. Jesteście razem?- była to Sharon Stirling. Mówiła drwiącym głosem, jak zwykle. Myślę, że nawet słowo "bąbelek" w jej ustach byłoby irytujące i wkurzające. Odwróciliśmy się. 
-Tak, jesteśmy razem, a co?- zapytałam. Jej uśmiech nieco zbladł, ale jeszcze było go widać na jej twarzy.
-Coni, ja to załatwię- powiedział Ian. -Jesteśmy parą już od dawna. Gdybyś nie była tak zapatrzona w siebie, zauważyłabyś to szybciej. I nawet nie pytałabyś się. Pewnie, jako wielka gwiazda na naszej ulicy, czujesz się bardzo niedoedukowana, nie wiedzą o takiej ploteczce. Czyż nie?- kompletnie ją zamurowało. 
-Brawo Ian-szepnęłam do niego.
-Dzięki- odszepnął.
-No cóż. Może i tak, ale ja i tak będę kiedyś z tobą- Sharon zwróciła się do Iana.
-Zostaw go!- krzyknęłam.- Dla twojej wiadomości, wczoraj się całowaliśmy. W bardzo romantycznej scenerii- nie wytrzymałam. Miałam jej o tym mówić, ale wkurzyła mnie strasznie.
-Taaaa... Coni, przestań- powiedział cicho Ian. Tymczasem Sharon nie rezygnowała z walki.
-Ok, Ian, tylko mi uwierz. Ty nie jesteś jej warty- i poszła. 
-Nie wierzę jej. Kocham cię- Ian pocałował mnie w policzek i poszedł. Zostałam sama na podwórku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz