-No, koniki. To zostałam sama-mruknęłam niby do koni.
Skierowałam się w stronę siodlarni-czyli miejsca gdzie ostatnio porzuciłam pamiętnik mojego dziadka. Usiadłam w kącie, pod oknem, zapadał już zmrok, ale było na tyle jasno, aby móc coś przeczytać. Kolejna notatka brzmiała tak:
Do dziś pamiętam galop Tory, jej idealne skoki, podziw jej kibiców i to, jak mnie witała każdego ranka, gdy wchodziłem do stajni. Bardzo mi tego brakuje. Koń idealny. Co ja bez niej pocznę... Codziennie odwiedzam pamiętną polanę, na którym odbył się jej ostatni wyścig i jej grób pod dębem. Lecz trzeba być silnym i iść do przodu, aby nasza stadnina pozostawała nadal taka sama.
~Mój dziadek był mądrym człowiekiem. Ten pamiętnik nie może się tu tak po prostu walać. Kto na to pozwolił(!)?... Muszę wziąć ten zeszyt do siebie i schować go gdzieś w domu, na pewno nie tutaj.
Schowałam pamiętnik pod bluzkę i wymknęłam się ze stajni. Przy okazji zamknęłam za sb oczywiście drzwi. Cicho weszłam do domu, przy otwieraniu i zamykaniu drzwi, lekko one zaskrzypiały, ale najwidoczniej nikt nie usłyszał. Szybko, ale nadal po cichu, wbiegłam po schodach, weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po 5 minutach leżenia Odłożyłam zeszyt do dużej szafy, pod ubrania. Przebrałam się w piżamę i po ok. 5 min. usnęłam.
Do dziś pamiętam galop Tory, jej idealne skoki, podziw jej kibiców i to, jak mnie witała każdego ranka, gdy wchodziłem do stajni. Bardzo mi tego brakuje. Koń idealny. Co ja bez niej pocznę... Codziennie odwiedzam pamiętną polanę, na którym odbył się jej ostatni wyścig i jej grób pod dębem. Lecz trzeba być silnym i iść do przodu, aby nasza stadnina pozostawała nadal taka sama.
~Mój dziadek był mądrym człowiekiem. Ten pamiętnik nie może się tu tak po prostu walać. Kto na to pozwolił(!)?... Muszę wziąć ten zeszyt do siebie i schować go gdzieś w domu, na pewno nie tutaj.
Schowałam pamiętnik pod bluzkę i wymknęłam się ze stajni. Przy okazji zamknęłam za sb oczywiście drzwi. Cicho weszłam do domu, przy otwieraniu i zamykaniu drzwi, lekko one zaskrzypiały, ale najwidoczniej nikt nie usłyszał. Szybko, ale nadal po cichu, wbiegłam po schodach, weszłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po 5 minutach leżenia Odłożyłam zeszyt do dużej szafy, pod ubrania. Przebrałam się w piżamę i po ok. 5 min. usnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz