poniedziałek, 10 lutego 2014

"Uratowany?"-Melanie

Od samego poranka wyczekiwałam przyjazdu Harrego. Musieliśmy dzisiaj iść do Normanów i odmienić los Tamara. Wreszcie zobaczyłam samochód chłopaka.
-Nareszcie jesteś!-krzyknęłam.
-No, jestem, jestem, hej Melly-chłopak podszedł i przytulił mnie.
-Proooszę, musimy dzisiaj to załatwić-prosiłam go jak dziecko.
-No, pójdziemy tam dzisiaj. Po karmieniu chcesz?
-Mhm.
******************************
Weszliśmy na znane już podwórze gospodarstwa. Tym razem pani Alice siedziała w raz ze swoim mężem na werandzie przed domem.
-Dzień dobry!-przywitaliśmy się.
-Moglibyśmy na chwilę panią prosić?-zapytał Harry
-Tak, oczywiście.
Kobieta poszła z nami przed stodołę.
-Słyszałem od Melanie o Tamarze...-zaczął chłopak.
-A, no tak. Ale co was tu sprowadza?
-Jeśli byłaby taka możliwość, my wykupimy od pani tego konia.
-O, naprawdę? Nie pomyślałam o tym!
-Sądzimy, że Tamar nie zasługuje na skończenie w rzeźni.
-Oczywiście, zgadzam się.-przytaknęła na nasz pomysł pani Alice-Jacob! Chodź na chwilkę...
Po chwili zjawił się mąż pani, z którą rozmawialiśmy.
-Witam-przywitał się człowiek.
-Dzień dobry-odpowiedzieliśmy.
-Jacobie, ci młodzieńcy proponują wykupienie od nas Tamara do swojej stajni.
-Hm... Na prawdę? Byłaby to lepsza decyzja niż ta, którą podjęliśmy-mruknął pod nosem mąż pani Alice.
-To.. Zgadzają się państwo.
-Tak, umowa stoi.
-Jutro przyjdziemy uzgodnić resztę, do widzenia!-powiedział Harry.
-Do zobaczenia!-pożegnało się małżeństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz