~Zjem chociaż coś, żeby nie było... Nie chcę wzbudzać podejrzeń. Mama nie musi wiedzieć, że dzisiaj od tej godziny siedzę już w stajni.~pomyślałam.
-Hej, mamo!-zawołałam.
-Dzień dobry!-przywitał się Harry.
-Cześć, cześć, siadajcie. Coś do picia?-zapytała moja mama.
-Ja poproszę.. herbatę malinową.-poprosiłam.
-Ja też.-odpowiedział chłopak.
Moja mama wyłożyła na stół tosty z serem lub szynką, nasze herbaty, sałatkę i grzanki z masłem czosnkowym. Wszystko wyglądało bardzo smakowicie, lecz ja zjadłam tylko jednego tosta i wypiłam moją herbatę malinową.
-Mel, a co ty dzisiaj nic prawie nie jesz?-zapytała moja mama z troską.
-A... jakoś nie jestem głodna. Może później po coś przyjdę.
-Właśnie kończyliśmy śniadanie, gdy usłyszeliśmy jak jakiś samochód wjeżdża na podwórze.
-Super, to Caroline.-powiedziałam z dużą niechęcią.
-Cieszysz się, co nie?-powiedział Harry próbując mnie lekko wyprowadzić z równowagi. To wkurzające, ale czasem nawet na swój sposób śmieszne.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-powiedziałam i przeczesałam ręką swoje, nawet nie uczesane, włosy.
-Dobra chodź-powiedział Hazza.
Wyszliśmy na podwórze, od razu rozpoznaliśmy pana, który stał przy samochodzie. To był ten sam pan, który ostatnio oglądał stajnię-Larry Felming. Nic do niego nie dotarło i znowu przyjechał w drogim, eleganckim garniturze. Obok niego stała długowłosa, blondynka o niebieskich oczach. Na sobie miała czyste beżowe, obcisłe bryczesy; koszulkę z krótkim rękawkiem, na którym było widoczne logo jakiejś popularnej firmy ze sprzęem jeździeckim; na nogach miała czarne, lśniące w słońcu, wypolerowane oficerki. W ręku trzymała kask oraz bacik.
-Witamy.-przywitaliśmy się z tatą dziewczynki-pan nas chyba już pamięta?-zapytałam najmilej jak potrafiłam.
-Taak, pamiętam-powiedział niechętnie pan Larry.
-Cześć, jestem Melanie-powiedziałam do dziewczyny i wyciągnęłam w jej kierunku dłoń.
-Ja Caroline-odpowiedziała dziewczyna i uścisnęła moją dłoń.
-Chodź zaprowadzę cię do Barona, pewnie chcesz go zobaczyć, co?
-Jasne... Prowadź
~Caroline nie wydaje się taka zła na razie... Zobaczymy co będzie potem i jak będzie się obchodziła z tym koniem.~rozmyślałam.
-Harry, chodź z nami.-zawołałam do chłopaka.
-Spoko.-odpowiedział i dołączył do mnie.
Weszliśmy do stajni.
-Tam jest Baron-wskazałam palcem na trzeci boks po lewej stronie.
-Baron!-krzyknęła dziewczyna-podbiegła do boksu swojego konia, otworzyła go. Podeszła do konia, a on cicho zarżał na jej widok. Caroline przytuliła się do jego szyi.
-Trzeba powiedzieć, że chyba są do siebie przywiązani...-stwierdził Harry.
-To, tak-potwierdziłam.
-To co? Może zorbimy mały trening?-zaproponowałam dziewczynie.
-No, spoko. Gdzie jest jego sprzęt?-spytała Caroline.
-To zaraz, najpierw pokażę ci, co my robimy przed jazdą?
-Po co? Nie odbędzie się bez tego?
-Obyło by się, ale tak będzie lepiej dla ciebie i Barona, to co, mogę ci pokazać?
-Okej-zgodziła się w końcu dziewczyna.
-To będzie masaż T-Touch. Rób co ci mówię. Połóż palce na szyi Barona i delikatnie kreśl kółka na jego ciele, stopniowo przesówając się w górę-do łba. Rozumiesz?
-Tak, rozumiem.-powiedziała Caroline.
Patrzyłam zza krat jak to robi. Harry opierał się za mną o kawałek ściany oddzielającej boksy.
-No, super ci idzie.-powiedziałam do Caroline.
-Dziękuję.-odparła dziewczyna-to mogę już go ubierać?-zapytała.
-Teraz tak. Tam jest siodlarnia. Po lewej stronie znajdziesz wieszak z rzeczami Barona, będzie opisany-wskazałam palcem na wejście do pomieszczenia.
-Okeej...
Caroline wróciła ze sprzętem i położyła je na wieszaku obok boksu jej konia.
-Dobra, ty tu sobie na pewno poradzisz, to my pójdziemy ustawić jakąś małą przeszkodę. Jak będziesz gotowa to przyjdź z koniem.-powiedziałam do dziewczyny i poszłam z Harrym na ujeżdżalnię.
-Mała koperta, a potem zrobimy z tego małą stacjonatę, nie?-chciałam się upewnić u Hazzy.
-No, jak zawsze-uśmiechnął się chłopak.
-Tak tylko chciałam się upewnić...-odwróciłam się i zawieszałam belkę z drugiej strony.
Gdy skończyliśmy zobaczyliśmy Caroline, która idzie z Baronem w naszym kierunku. Po chwili była już obok nas. Poprawiła strzemiona, popręg i wsiadła. Teraz rozgrzewała konia stępem wokół ujeżdżalni; kreślili też wolty, półwolty i inne zmiany kierunku i figury. Potem robiła to samo kłusem. Potem chwilę pogalopowała i znów do kłusa.
-Przeskoczcie tą przeszkodę.
Caroline zrobiła to co poleciłam. Zaczęłam z Harrym ustawiać stacjonatę. Nastolatka tą przeszkodę też przeskoczyła i kłusem i galopem.
-Okej, na razie wystarczy!-krzyknęłam do Caroline, aby mnie usłyszała.
-Dobrze!-usłyszałam zawołanie w odpowiedzi.
Podjechała z Baronem do środka, zeszła z konia, podciągnęła strzemiona i poszła w kierunku stajni.
-Nic nie robiła źle, nie wiem w czym tkwi problem, podobno źle obchodziła się z tym koniem, co o tym myslisz?-zapytałam Harrego, gdy dziewczyna oddaliła się tak, żeby nie mogła nas usłyszeć.
-Nie wiem, może robi tak, jak nikt nie widzi. Nakłonimy ją jutro do tego, aby sama sobie potrenowała i powiemy jej, że gdzieś idziemy, a my po prostu schowamy się i będziemy obserwować z ukrycie, co ty na to?
-No w sumie... Dobry pomysł, ale to jutro.
-Chodź zobaczymy jak rozbiera i czyści Barona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz