-Hejka dziewczyny! Tutaj!-zawołałam.
Przyjaciółki zauważyły mnie i pośpiesznym krokiem ruszyły w moją stronę.
-Co robisz?-zapytała Coni.
~Przecież nic jeszcze nie wie o Baronie!~pomyślałam.
-A przygotowywuję boks do przyjazdu Barona.
-Barona?-zapytała wyraźnie zaciekawiona Coni.
-Taak, niech Isabelle ci opowie.
-A przygotowywuję boks do przyjazdu Barona.
-Barona?-zapytała wyraźnie zaciekawiona Coni.
-Taak, niech Isabelle ci opowie.
Zniknęłam we wnętrzu siodlarni, teraz słyszałam tylko niewyraźne głosy dziewczyn. Gdy ponownie się pojawiłam usłyszałam:
-No to nieźle...
-Tak, jest super nie prawda?-odparłam sarkastycznie pytaniem retorycznym.
-No to nieźle...
-Tak, jest super nie prawda?-odparłam sarkastycznie pytaniem retorycznym.
-A Caroline kiedy tu będzie?-wypytywała teraz Isabelle.
-Jutro. Jestem ciekawa....
-Jutro. Jestem ciekawa....
-No właśnie-wymamrotały chórkiem obie dziewczyny wyraźnie niezadowolone z nowego gościa stajni.
Usłyszałyśmy kolejny trzask drzwi.
-Baron!-krzyknęłam-przyjechał! Coni, proszę, schowaj to wiadro do siodlarni, na półkę, a ty Isabelle chodź ze mną po konia.
-Spoko-usłyszałam głos Coni-za chwilę wam pomogę.
-Baron!-krzyknęłam-przyjechał! Coni, proszę, schowaj to wiadro do siodlarni, na półkę, a ty Isabelle chodź ze mną po konia.
-Spoko-usłyszałam głos Coni-za chwilę wam pomogę.
Już nie odpowiedziałam. Truchtem w raz z przyjaciółką podbiegłam do srebrnego pickup'a. Do samochodu dołączona była ciemnozielona przyczepa z żółtymi elementami, widać było po niej, że nie należy do najtańszych. Cała lśniła czystością, aż słońce, które się od niej odbijało raziło w oczy.
-Dzień dobry. Melanie Clevleen-przywitałam się wymuszonym, uprzejmym głosem. Jednak starałam się wyglądać w miarę naturalnie i chyba mi się udało.
-Witam, Isabelle Williams-przyjaciółka Melanie.
-Witam, Isabelle Williams-przyjaciółka Melanie.
-Dobry, dobry. Larry Felming.-odparł pan o nieco ochrypniętym głosie-gdzie wprowadzić Barona?
-My się tym zajmiemy, mamy już gotowy boks, proszę pana-odparłyśmy.
-Mogę się w tym czasie rozejrzeć po stajni?
-Tak, proszę bardzo, tylko mam nadzieję, że się pan nie ubrudził-wcześniej zwróciłam uwagę na strój pana Larrego. Miał on na sobie ciemnogranatową górę od garnituru, a pod nim białą koszulę w jasnoszare, pionowe paski. Jeansowe, jasnoniebieskie spodnie. Na ręce duży, błyszczący, srebrny zegarek, a na nogach-czarne, lakierowane zasznurowane idealnie buty. Strój niezbyt na wizytę w stajni, ale cóż...
-Mogę się w tym czasie rozejrzeć po stajni?
-Tak, proszę bardzo, tylko mam nadzieję, że się pan nie ubrudził-wcześniej zwróciłam uwagę na strój pana Larrego. Miał on na sobie ciemnogranatową górę od garnituru, a pod nim białą koszulę w jasnoszare, pionowe paski. Jeansowe, jasnoniebieskie spodnie. Na ręce duży, błyszczący, srebrny zegarek, a na nogach-czarne, lakierowane zasznurowane idealnie buty. Strój niezbyt na wizytę w stajni, ale cóż...
-A, no tak, rzeczywiście. Będę uważał.-odpowiedział jakby nie zauważył swojego stroju, lub jakby był on dla niego codziennością.
-Widać, trochę bogaty...-szepnęła Isabelle gdy facet zniknął nam z oczu.
-Trochę?-zapytałam.
-Taa, trzeba będzie uważać na tego konia, jak na nie wiem co.
-No cóż... przynajmniej stajnia trochę zarobi i pomożemy kolejnemu koniowi.
-No cóż... przynajmniej stajnia trochę zarobi i pomożemy kolejnemu koniowi.
Otwarłyśmy przyczepę. Przyczepa była jasnoszara w środku. Bardzo dobrze wyposażona. Baron musiał mieć bardzo komfortową podróż-jeśli je lubi. Koń odwrócił w naszą stronę swój łeb. Rzeczywiście był cały kary. Jego idealna postawa świadczyła o dobrym rodowodzie. Oczy lśniły mu jak dwa, duże, czarne koraliki. Grzywa, która, trzeba zaznaczyć, była idelanie rozczesana, faliście opadała mu na czoło. Ogon zawinięty miał w fioletowy bandaż transportowy. Na nogach miał ochraniacze, również fioletowe, ale w granatową kratkę.
-Wow...-szepnęłyśmy obie.
-Trzeba przyznać-ładny konik-powiedziała Isabelle.
-Wow...-szepnęłyśmy obie.
-Trzeba przyznać-ładny konik-powiedziała Isabelle.
Ja już zabrałam się za rozbieranie konia. Ochraniacze i resztę położyłam na specjalnie wyznaczone do tego miejsce w przyczepie.
-No to co, gotowy?-usłyszałyśmy z daleka radosny głos Coni.
-Tak, tak-podniosłyśmy obie głowy.
-No to co, gotowy?-usłyszałyśmy z daleka radosny głos Coni.
-Tak, tak-podniosłyśmy obie głowy.
Coni właśnie zajrzała do przczepy.
-O.. Łał...
-No-odparłyśmy, krótko z Isabelle. Jeszcze nie mogłyśmy powstrzymać zachwytu.
-O.. Łał...
-No-odparłyśmy, krótko z Isabelle. Jeszcze nie mogłyśmy powstrzymać zachwytu.
Chwyciłam za zielono-biały uwiąz.
-Uwaga, idę!-uprzedziłam przyjaciółki, wyrywając je z zamyślenia.
Szłam właśnie z wałachem. Baron dumnie kroczył z nastawionymi uszami, rozdymając swoje chrapy i poznawać nowy zapach otoczenia. Wiatr lekko rozwiewał mu grzywę i ogon. Isabelle i Coni szybko dołączyły do mnie. Otworzyłam boks i wprowadziłam konia.
-Zostawmy go, niech odpocznie po podróży-powiedziałam.
-Uwaga, idę!-uprzedziłam przyjaciółki, wyrywając je z zamyślenia.
Szłam właśnie z wałachem. Baron dumnie kroczył z nastawionymi uszami, rozdymając swoje chrapy i poznawać nowy zapach otoczenia. Wiatr lekko rozwiewał mu grzywę i ogon. Isabelle i Coni szybko dołączyły do mnie. Otworzyłam boks i wprowadziłam konia.
-Zostawmy go, niech odpocznie po podróży-powiedziałam.
-Jasne.
-Taak, chciałoby się go podziwiać, ale mu raczej specjalnie się to nie spodoba-uśmiechnęłam się.
-Masz jakąś lemoniadę?-zapytała Coni.
-Nie, ale możemy zrobić-ruszyłyśmy powoli w stronę domu.
-Taak, chciałoby się go podziwiać, ale mu raczej specjalnie się to nie spodoba-uśmiechnęłam się.
-Masz jakąś lemoniadę?-zapytała Coni.
-Nie, ale możemy zrobić-ruszyłyśmy powoli w stronę domu.
-Świetny pomysł! Tylko zróbmy więcej żeby zostało coś dla Harrego.-Isabelle spojrzała na mnie ukradkiem wyczekując na moją reakcję.
-Oj, przestań!-przewróciłam oczami i lekko pchnęłam przyjaciółkę w bok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz