czwartek, 16 stycznia 2014

"Zawody"-od Mel.

Byłam w trakcie przygotowań konia do podróży...
-Gdzie dokładnie są te zawody?-zapytał Harry, jakoś szczególnie nie mógł przyswoić sobie nazwy.
-Z drogi do Dark Forests odbija się w lewo. I dalej jedziesz 2 km prosto... Takie skomplikowane-zaśmiałam się po cichu. Chłopak uśmiechnął się i przewrócił oczami.
Koń był dzisiaj dwa razy szybciej ubrany(oczywiście). Miałam, więc czas aby poukładać sobie w głowie plan przejazdu. Chodziłam zdenerwowana w kółko po placyku, przed moim domem i rozmyślałam. W głowie kłębiły mi się myśli w stylu... 'Czy nie zaliczę zrzutek?', albo 'Czy wrócę do domu dumna z mojego konia z medalem?'.
-Chodź; powinniśmy już jechać, zawiozę cię-wyrwał mnie z zamyślenia Harry.
-Y... A... Tak, dzięki, już idę; otwórz rampę to wprowadzę Lurissę.
-Ha, ha, a ona już jest dawno wprowadzona-powiedział tryjumfalnie. Uniósł brwi i uśmiechnął się ukazując swoje dołeczki. Brązowe loczki opadały mu na czoło. Teraz to on mógł spojrzeć na mnie z wyższością.
-Ojejkuuu...-obrzuciłam go szybkim spojrzeniem. Czułam, że zaraz obleje mnie rumieniec, więc szybko poszłam w kierunku ciemnozielonego jeepa, do którego doczepiona była niebieska przyczepa dla koni z białymi elementami.
Wsłuchiwałam się w muzykę radia, które niedawno właczył Hazza. Co jakiś czas ciszę przerywało uderzenie kopyta lub prychanie, które wykazywało podekscytowanie Lurissy. Poczułam dłoń chłopaka na mojej ręce; nawet nie wiem kiedy to zrobił. Jednocześnie chciałam wysunąć rękę, ale też nie chciałam, żeby sobie pomyślał, że go nie lubię... Ostatecznie udawałam, że wcale tego nie zauważyłam. Zajęłam się oglądaniem drogi. Właśnie wjechaliśmy na podjazd. Harry wjechał na parking przeznaczony dla uczestników.
-Idę się zapisać, a ty, jeśli mogę cię prosić, przygotuj Lurkę...-powiedziałam po czym szybko wysunęłam się z siedzenia, zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do organizatorów.
Po jakichś dwudziestu minutach wszystko było przygotowane. Do mojego startu pozostało 50 min. Trochę dużo, ale jednak zawsze wolę być na miejscudużo wcześniej niż się spieszyć na ostatnią chwilę. Siedziałam z Harrym i piliśmy cherbatę. Niby chwilę omawialiśmy przebieg konkursu, aż tu nagle zostało 30 min. do mojego startu.
-Chodź, pomożesz mi ją osiodać, nie? Potem pójdę na rozprężalnię ją rozruszać-wyrwałam się, po czym puściłam chłopakowi oczko.
Podchodzimy do boksu Lurissy.
-Nie ma jej tam! Harry!-krzyknęłam przerażona. Jak to ja, zawsze wpadam od razu w panikę..
-Jak to ,,nie ma''?
-No po prostu nie ma! Gdzie ona może być!?
-Pobiegnę do jakiegoś stajennego-zaproponował Hazz. Tylko on w takich sytuacjach zachowuje zimną krew. Dobrze, że kogoś takiego mam przy sobie.
-Dobra, idź!
Ja również postanowiłam poszukać klaczki. Biegłam truchtem(jednak tak, żeby nie zestresować koni) i obiegałam wzorkiem wszystkie boksy, które mijałam poszukując mojej klaczki. W końcu stanęłam na środku, załamałam ręce....
-Cholera, gdzie ona się podziała!? Wyparowała czy co!?
Poczułam jak ktoś nagle szturchnął mnie w dłoń. Oczywiście to był Harry, rozpoznałam dotyk tych miękkich dłoni.
-Chodź!-ponaglił. Pobiegliśmy razem.
-Tu jest! Co za organizacja... Jak mogli bez naszej wiedzy przenieść konia tyle boksów dalej!
-Matko boska... Znalazła się-przeczesałam ręką włosy. Dałam upust emocjom; zaszkiły mi się oczy. Poczułam to, wiec szybko weszłam do boksu i przytuliłam Lurissę. Klacz odwzajemniła uścisk szturchnięciem mnie w ramię. Uśmiechnęłam się od razu. ,,Nie ma jak to koń, który cię pociesza''-pomyślałam.
Po ok. 15 minutach bardzo szybkiego czyszczenia zostało mi około parę minut na rozgrzewkę. Ale zdążyłam.
-TERAZ PRZED PAŃSTWEM KOLEJNA PARA: LURISSA I MELANIE CLEVLEEN! PROSZĘ O BRAWA!-usłyszałam z głośników. Humor od razu mi się poprawił. Wjechałam na parkour. Gdzieś głęboko cieszyłam się, że na trybunach siedzi Harry i może mi kibicować.
-LURISSA PROWADZI! 0 PUNKTÓW KARNYCH...-usłyszałam krzyk z megafonu po moim przejeździe.
Okazało się, że wygrałam. W czasie gdy jeszcze kilka uczestników przejeżdżało tor z przeszkodami, ja niecierpliwie czekałam i jeździłam spokojnie z Lurrissą na rozprężalni. Po chwili zaczęto ogłaszać wyniki.
-..A PIERWSZE MIEJSCE ZAJMUJE.... LURISSA I MELANIE! WIELKIE BRAWA!-usłyszałam.
Wygrałam!
Po chwili podszedł do mnie starszy pan; lekko zgarbiony o siwych włosach. Miał również okrągłe okulary, a na swojej zgniłozielonej marynarce liczne odznaki jeździeckie i ordery. Ten Pan założył Lurisse jakby białą derkę, taką dostawało tylko pierwsze miejsce. Nasępnie szybkim stępem wjechałam ponownie na parkour. Na mojej twarzy malował się zachwyt, a zarazem niedowierzanie. Lurissa otrzymała piękny, duży, zielono-żółty order. Po chwili odbyła się runda honorowa. Ja jechałam na czele szybkim galopem. Za mną jechali inni uczestnicy na swych koniach. Towarzyszyły nam gromkie brawa. Co jakiś czas machałam w stronę publiczności. Gdy wracałam z Lurką do jej boksu niespodziewanie podbiegł do mnie Hazza. Złapał mnie za rękę; wtedy ja odwróciłam się w jego stronę, a on... A on mnie przytulił. Zdziwiłam się nieco. Ale odwzajemniłam uścisk.
-Świetnie ci poszło!-usłyszałam od niego.
-Dzięki.. ale wiesz, że to  dzięki Lurissie...
-Oczywiście-uśmiechnął się-ale dobry jeździec co też podstawa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz