środa, 22 stycznia 2014

"Nowy, tymczasowy członek stajni"-Melanie

-No wiesz... Bo jest taka jedna sprawa...
-No dalej, mów!-ponagliła z wyraźnym zaciekawieniem Isabelle.
-Przyjaciółka mojej mamy ma córkę-Caroline, niby  ta dziewczyna uważa się za 'koniarę'. Ma karego konia. Nazywa się on Baron. Może jest wysokości Lurissy... Nie wiem. No, ale do konkretów. Ten koń ma straszne intensywne treningi. Dziewczyna w ogóle nie patrzy, czy koń ma jeszcze siły, czy nie. Konina się boi, (np.) przeszkody, a Caroline go zmusza do przeskoczenia jej; co, jeszcze bardziej, pogłębia strach u Barona. Uważa się za  najlepszego trenera, może przez to, że są bardzo bogaci i koń w pewnym sensie był zachcianką? I stało się. Pojechała wczoraj na zawody; miała poważny wypadek. Została zabrana do szpitala i po 3-4h się obudziła. I właśnie wtedy uświadomiła sobie, że nie ma przyjaciół, którzy mogą ją wesprzeć.
-No i co? Problem w tym, że nie ma przyjaciół? Mamy tam przyjechać i ją pocieszać?-odparła pogardliwie.
-Nieee, no... Po prostu... Musimy zająć się tym koniem tzn. doprowadzić go do dobrego stanu psychicznego. I jeśli dziewczyna da się namówić udzielimy jej paru rad... Po co ma konia męczyć. Ale to jak wyzdrowieje. A po Barona możemy przyjechać w każdej chwili i zabrać go do mnie. Mam dwa boksy wolne w zanadrzu. To co; pomożesz mi?
-Jasne!-powiedziała już radośniej Isabelle-koniowi zawsze, ale co do tej dziewczyny nie jestem do końca przekonana.
-Oj, przestań... Możliwe, że może nie być na początku za łatwo skoro jest taka, e... aspołeczna(?). Ale poradzimy sobie, to też przyczyni się do pomocy Baronowi.
-No... okej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz