W domu zadzwonił telefon.
-Halo?- odebrałam.
-Dzień dobry! Czy rozmawiam z panią Coni Mendler?- usłyszałam w słuchawce strasznie wysoki, kobiecy głos.
-Dzień dobry. Tak, przy telefonie. O co chodzi?- zapytałam zaskoczona.
-Mamy propozycję pracy dla pani, jako pomocnik na parkurze, na Mistrzostwach Virginii w skokach przez przeszkody.
-Dla mnie?!- wykrzyknęłam, ale momentalnie się opanowałam.-A ile państwo płacą?
-1000 dolarów za całe zawody. Ja osobiście uważam, że to atrakcyjna propozycja.
-Dziękuję, ale muszę to przemyśleć.Zadzwonię jutro- i odłożyłam słuchawkę. "Tysiąc za jedne zawody? Muszę poradzić się Iana"- pomyślałam. Wybiegłam na podwórze. Nigdzie go nie było. Weszłam do stajni. Ian stał plecami do mnie i zamiatał podłogę. Zasłoniłam mu oczy rękami.
-Zgadnij kto to!- krzyknęłam.
-Matko! Ale mnie przestraszyłaś. Coni... Możesz już wziąć ręce. Coni!- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Co? Aaaaa... Ok, już biorę. Chwilowe wyłączenie umysłu. Sorry- roześmiałam się zawstydzona.
-Szukałaś mnie?- zapytał Ian.
-Tak. Bo był telefon. A teraz jest praca- wypaliłam.
-Co?- zrobił zdziwioną minę.
-Ojejku, no!- zniecierpliwiłam się.-Dzwonił telefon i zaproponowali mi pracę na Mistrzostwach Virginii.
-Coni! Ty tam chcesz startować! Jak możesz się nawet zastanawiać?! Zawody, a praca? Nie myślałem, że dojdzie do tego, że porzucisz skoki przez przeszkody i konie dla głupiej pracy, której nie potrzebujesz!- Ian zrobił się cały czerwony.
-Po pierwsze: nie porzucam skoków i koni. To tylko jedne zawody. Po drugie: to nie jest jakaś tam głupia praca, bo płacą 1000 dolarów łącznie. Po trzecie: potrzebuję tej pracy. Muszę kupić nowe wyposażenie i jedzenie dla Meridy. Ty się nigdy nie troszczyłeś o Spartana?- już chciał coś powiedzieć, ale kontynuowałam.-Wiem, wiem... To twój koń i możesz z zrobić co chcesz. Ale jeśli chcę wystartować w następnych zawodach ze zdrowym koniem, to muszę jej kupić nowe rzeczy! A poza tym...
-...Coni!- przerwał mi Ian.-Zawody...- od razu zrozumiałam o co chodzi. Taktyka na spokój.
-Ale...- znów mi przerwał.
-Coni...- popatrzył na mnie poważnie.-Zawody- powiedział z naciskiem i spojrzał mi prosto w oczy. Westchnęłam. Te jego ciemne oczy...
-Zawody- uległam i wyszłam ze stajni. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jakie uczucia towarzyszyły mi po jego spojrzeniu. W tej samej chwili przyszła Mel. Moje myśli o Ianie ustąpiły radości z przyjścia przyjaciółki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz