W tym czasie rozpoczęłam przemyślenia o tym, aby bardziej zwracać uwagę na psychikę konia. Chciałam osiągnąć pełną charmonię z końmi. Wykorzystuję od teraz parę metod, możliwe, że wam znanych.
Wykonuję palcami okrężne ruchy po ciele rumaka, z którym w tym momencie przebywam, zwłaszcza podczas czyszczenia, przecież jest to właśnie na to czas. T -touch ma na celu rozluźnienie mięśni konia i uspokojenie zwierzęcia. Już po kilku minutach zauważam zmiany. Koń czuje się zrelaksowany. Opuszcza głowę, przymruża oczy i oczywiście rozluźnia swoje mięśnie. Podczas tej czynności staram się i jestem spokojna, należy przecież \pamiętać o tym, że koń wyczuwa nawet najmniejsze objawy naszej niepewności strachu czy zdenerwowania.
Również pracuję z Luri, i nie tylko z nią, "z ziemi".
Koń obiega ujeżdżalnię dookoła, bez żadnej liny łączącej go z człowiekiem i zmienia kierunek na polecenie głosowe. Na początku wewnętrzne ucho delikatnie kieruje się w naszą stronę, co oznacza, że koń dokładniej nas słucha. Następnie wykonuje pyskiem ruchy, które można porównać do tych gdy koń coś przeżuwa. Na koniec koń, z którym właśnie pracuję obniża głowę, prawie dotykając nozdrzami ziemi. Zwierzę nie chce już biegać w kółko lecz chce być przy człowieku, razem z nim.Wtedy należy pozwolić mu zatrzymać się. Następnie staje się do konia bokiem, lecz nie patrząc mu prosto w oczy; najlepiej schylić głowę ku ziemi, ponieważ tylko wróg patrzy swojej ofierze prosto w oczy. Dużo ludzi stosujących te metody wstrzymuje wtedy oddech, gdy słyszy stukot kopyt zbliżającego się konia. Wreszcie poczujemy oddech konia na naszym ramieniu. Teraz się oddalamy... Gdziekolwiek. Co zrobi koń? Na pewno nie zostanie... Podąży za nami; całkowicie z własnej woli. Zaufał nam. Przyjął nas za swego przewodnika. Bez użycia siły. Od teraz mam zamiar tak porozumiewać się z końmi.;3
Również pracuję z Luri, i nie tylko z nią, "z ziemi".
Koń obiega ujeżdżalnię dookoła, bez żadnej liny łączącej go z człowiekiem i zmienia kierunek na polecenie głosowe. Na początku wewnętrzne ucho delikatnie kieruje się w naszą stronę, co oznacza, że koń dokładniej nas słucha. Następnie wykonuje pyskiem ruchy, które można porównać do tych gdy koń coś przeżuwa. Na koniec koń, z którym właśnie pracuję obniża głowę, prawie dotykając nozdrzami ziemi. Zwierzę nie chce już biegać w kółko lecz chce być przy człowieku, razem z nim.Wtedy należy pozwolić mu zatrzymać się. Następnie staje się do konia bokiem, lecz nie patrząc mu prosto w oczy; najlepiej schylić głowę ku ziemi, ponieważ tylko wróg patrzy swojej ofierze prosto w oczy. Dużo ludzi stosujących te metody wstrzymuje wtedy oddech, gdy słyszy stukot kopyt zbliżającego się konia. Wreszcie poczujemy oddech konia na naszym ramieniu. Teraz się oddalamy... Gdziekolwiek. Co zrobi koń? Na pewno nie zostanie... Podąży za nami; całkowicie z własnej woli. Zaufał nam. Przyjął nas za swego przewodnika. Bez użycia siły. Od teraz mam zamiar tak porozumiewać się z końmi.;3
Błagam o jedno - nie pisz o tych metodach jeśli nie jesteś doświadczona w tych rzeczach w realu. Koń nie zaufa nam bezgranicznie w 10minut po wykonaniu join-up. Autor tej metody znał mowę ciała i emocji w stopniu bardzo dużym, a metoda ta była tylko kawałkiem układanki prowadzącej do nawiązania z koniem głębszych relacji. Prawdziwe zaufanie nabywa się miesiącami, codziennymi, rutynowym zajmowaniu się zwierzęciem, join-up może być jedynie dodatkiem. Złe zrozumienie metod naturalnych, prawie zawsze prowadzi do objęcia szefostwa przez konia. Człowiek przekazuje swoją chęć przyjaźni i zwykle wali go to,że ktoś musi być dowodzącym -koń to wie i przejmuje rolę, a potem ja muszę takiego konia strzepać i dzieci na mnie krzyczą, bo przecież się "znęcam nad koniem" - dziwne, bo zwykle taki koń zachowuje się przy mnie wzorowo, jest rozluźniony i szanuje moje decyzje, a bachory się dziwią czemu pewnego pięknego dnia koń odwraca się do nich zadem.
OdpowiedzUsuń