wtorek, 17 grudnia 2013

"Niespodzianka"-Mel

<Co ja robiłam? Skoro chcesz wiedzieć...;3 Myślę, że coś dziwnego dzieje się ostatnio w naszej stadninie. Za dużo tego, trzeba to sprawdzić.>
Jadłam sobie spokojnie kolację. Spojrzałam za okno. Zauważyłam moją Lurissę. Stała, chuchała i zaparowywała szybę. Nie wiedziałam, co dokładnie o tym myśleć. Luri jest przecież przyjacielska, nie powinno, więc zdziwić mnie, to, że nie chce się ze mną rozstać. Tylko, że ja zamykałam jakąś godzinę temu wszystkie konie w ich boksach. Z zamyślenia wyrwało mnie stuknięcie w szybę. Lurissa puknęła lekko swoim łbem, ponaglając mnie do tego, żebym do niej wyszła. Tak też zrobiłam. Wyleciałam w kapciach i w moim babcinym, wełnianym swetrze.
A to co tu robisz mała?-powiedziałam do klaczy. Po czym chwyciłam ją za kantar i zaprowadziłam do jej boksu.
-Ty rozrabiako... Czyżbyś nauczyła się otwierać drzwi od boksu? Jak z dzieckiem, muszę ci chyba wykombinować później jakieś inne zamknięnie.-powiedziałam wiedząc, że nie uzyskam odpowiedzi. Jednak się myliłam.
~Powód jest inny. Zobaczysz.~Szczerze... Zaczęłam się trochę bać...
-Już się boję.-byłam ciekawa, lecz nie wiedziałam co zobaczę na miejscu.
Doszłam do stajni. Wprowadziłam Lurkę do jej otwartego boksu. I zamknęłam go. Sprawdziłam trzy razy, czy jest dobrze zamknięty. Całe to zdarzenie smusiło mnie do głębokich przemyśleń i obchodu. Szłam zatrzymując się na chwilę przy każdym z boksów sprawdzając stan zamkniecia. Już miałam przejść dalej do następnego boksu, lecz się odruchowo cofnęłam. Przyjrzałam się bardziej... Otaram oczy.
-Nie, to nie sen!-powiedziałam po cichu.
W boksie, u boku naszej myszatej, z czarną grzywą i ogonem klaczy leżał malutki źrebak. Bardzo się ucieszyłam, aż łza zakręciła mi się w jedym oku. Oba konie odpoczywały. Cicho pobiegłam po moich rodziców. Pokazałam im źrebaczka. Oni również byli w dużym szoku. Mój tata(ma duże doświadczenie z końmi) oglądnął źrebaka, ocenił stan zdrowia i zostawiliśmy je w spokoju. Weterynarza wezwiemy jutro.


1 komentarz: