Jechałyśmy długo galopem. Tą samą trasą co zawsze. Z ubitej drogi, po której jeżdżą nieliczne jeepy leśników, lub auta i campingi z turystami nad jezioro, skręca się w leśną ścieżkę, która następnie prowadziła na pole. Lecz dzisiaj ta droga zaprowadziła nas zupełnie gdzie indziej. Jedziemy.. Aż tu nagle wylądowałyśmy na jakiejś nieznanej polanie. Cała była nasłoneczniona i otoczona lasem, rosły na niej przepiękne małe kwiatki. Pomyślałyśmy, że skoro już tu jesteśmy to chwilę odpoczniemy. Usiadłam na trawie i zaczęłam sobie pleść wianki. Zauważyłam, że nasze konie podeszły do małego źródełka, niech się napiją, należy im się. Lecz po paru minutach krzywy naszych wierzchowców zaczęły się robić fioletowe! Szybko podbiegłam do koni i próbowałam zmyć im tą cieczą ten kolor. Niestety… Na daremno…
-Nie możemy wrócić z takimi końmi.-powiedziała Isabelle.
-Czyli musimy tu czekać!?-zapytałam, wręcz nawet wykrzyknęłam, ponieważ niezbyt podobało mi się to miejsce.
-Na to wychodzi.
Pogodziłam się z tym. Wianki były gotowe, więc siedziałam bezczynnie i rozglądałam się wzrokiem po otaczającej nas polanie, lesie, patrzyłam również co jakiś czas na niebo.
Nagle w oddali zauważyłam konie. Przetarłam oczy.
-Pewnie zmęczyło mnie to słońce i mam przewidzenia.-pomyślałam
Lecz nie pomogło, nadal widziałam te rumaki.
-OMG, widzisz to!?
-T.. Tak…
Zamarłyśmy w bezruchu. Na dodatek okazało się, że są to jednorożce. Z anielskimi skrzydłami. Nie wszystkie miały jednak piękne okazały rogi. Wszystkie miały małe matowe, ale w tem zauważyłam przepiękną siwą, aż świecącą klaczkę z dużym świecącym rogiem. To był niesamowit widok. Jednorożce te od tak piły wodę ze źródełka bez żadnych skutków ubocznych. Gdy już się napoiły zaczęły galopować ku niebu i.. i rozpynęły się wśród chmur.
Spojrzałam na nasze konie.
-Co tu się dzieje?
Nie uzyskałam odpowiedzi. Moja towarzyszka była w równym szoku.
Mianowicie naszym koniom zaświeciło się udo na złoto, oba stanęły dęba i jak gdyby nigdy nic, zaczęły z powrotem przeżuwać trawę. Podbiegłam do nich(ale też tak żeby ich nie wystarszyć), miały one na sobie magiczne znamię!
-Teraz to musimy wracać nie patrząc na ich wygląd. Musimy wracać… To bardzo dziwne miejsce…-powiedziała Isabelle.
Ja na ten sygnał założyłam koniom wianki, wsiadłyśmy na swe konie i ruszyłyśmy najpierw lekkim kłusem, następnie stępem. Zerwał się wiatr, który wiał w stronę mojej twarzy na dodatek z jakimiś prószkami. Nagle ustał. Spojrzałam na Lurissę i Martina-oba konie nie miały już wianków.
Wróciłyśmy do stajni. Wszyscy zastanawiali się co robiłyśmy tak długo na szczęście nie chcieli wyjaśnień tej naszej przygody.
Ja i Isabelle rozebrałyśmy konie. Zupełnie zapomniałam o znamieniu. Szybko wróciłam. Stanęłam przed boksem konia i obserwowałam mojego naznaczonego rumaka. Czyżbym stała właśnie przed przyszłym jednorożcem?
Pomysł jest bardzo fajny i oryginalny - jednorożce są tak "znane", że już nikt nie chce o nich pisać i w efekcie opowiadań o nich jest bardzo mało. Trochę dziwi mnie to jak zareagowały i postąpiły bohaterki. Jadą znaną drogą i dojeżdżają w inne miejsce. Ok, mogły się zgubić, droga się pomieszała i tak wyszło, ale wypuszczenie osiodłanych koni luzem w nieznanym terenie to już coś lekko nieodpowiedzialne. Dziwi mnie fakt, że nie chcą one wrócić, gdy grzywy koni zmieniają barwę, a narratorka"zapomina" o "magicznym znamieniu". W końcu to takie normalne!
OdpowiedzUsuńTyle by było z potknięć w logice. Ogóle język pisania nie jest zły, ale jest to trochę sztucznie, tak, jakby narratorka nie miała żadnych przemyśleń, a dialogi wydają się wymuszone co trochę odbiera radość czytania i nawet nieco odpycha.
Ogólnie nie jest źle, będę chętnie czytać zwłaszcza, że jestem chora i mam dużo czasu ;)